You are viewing [info]szlabanpismo's journal

szlabanpismo
05 March 2009 @ 04:18 am

Przed wschodem słońca

Moje życie przewieszone przesz płot

Suszy się jak garnitur od Komunii

Siedemdziesięcioletniego chłopca.

 

Jutro rano, czy ten zachód słońca,

Zmieni coś dziś, i znów bez końca.

 

Nigdy już nie przeszyje mnie taki świt,

Gdy utonę na zawsze drżąc.

 

Ten co wrócił, ale i tak nie tu,

Powracający do domu z wczoraj.

 

Dobrze mu, że nie chce z nami być,

To my zwierzyna na odstrzał,

Zwierzyna snem konająca.

 

Ten zachód słońca nie wyjaśni nic,

 

I znów czekam, byle by do wschodu słońca,

 

                                          Zwierzyno konająca.

                        Wszystkie Słońca

 
 
szlabanpismo
05 March 2009 @ 04:15 am
...  
      Brak koncepcji jest jej dobrym początkiem.

 
 

Pochodzę z krainy deszczowców, opady na jeden metr kwadratowy wysoce zawyżają średnią światową. To nic, że pada i pada deszcz. Za oknem, moi przyjaciele pływają w gondolach, od dziecka chciałem mieć taką na własność. Czerwona, jak słońca z obrazka. A przynajmniej z tego obrazka z młodości. Zanim wyjechałem na studia byłem święcie przekonany, że są one właśnie tego koloru. Choć minęło już sporo czasu od tamtych błogich lat nieistnienia naprawdę, nadal nie mam własnej gondoli. Teraz chyba jednak już jej tak nie pragnę.

Więcej marzeń nie pamiętam, a może ich po prostu nie miałem. Tak to chyba jest, gdy za oknem pada i pada deszcz.

Piszę wiersze, na szczęście ich nikt nie czyta. Nie piszę dla siebie samego, w słowie pisanie w tym przypadku nie ma nic znaczącego.

Lubię słowa deszcz, niebo chmurzyste, kap, kapkropel. To są moje wiersze. Napisane codzienni po stokroć. Ściany są w tym tygodniu deszcz, podłoga niebo chmurzyste. Drzwi i okna kap. A każdy trzask spowodowany przeciągiem kapkropel. Zawsze są gdzie indziej. Tam gdzie je piszę. Palcem na grudce kurzu, zaparowanej szybie. Krzyczą, że marzę po ścianie flamastrem i ktoś to musi pozmywać. Nie, to tylko pada i pada deszcz.


 
 
szlabanpismo
05 March 2009 @ 04:05 am

PIERWSZY (PYCHA)

 

Pachniesz wspomnieniem rozbitych butelek

Jutro już Cię zapomnę

Tak jak co dzień

 

DRUGI (CHCIWOŚĆ)

 

Bez ciebie, ptaki już nie śpiewają

jestem tak sam

liczę godziny puste

w gwiazdach grobach – cisza bez życia

trudno oddychać

ptaki już nie śpiewają

tak samotnie

płyną minuty zatrute

oddech gdzieś zgubiłam

Bez Ciebie.

 

TRZECI (NIECZYSTOŚĆ)

 

Śpi ze mną, ale tylko za pieniądze

 

Pieśnią samotności krzyczy

Jest jak kocioł namiętności

Nie wie nic o sobie

Stara, wciąż ponętna

Nie mogę się oprzeć

 

Tańczy dla mnie, muszę płacić

 

Widzę coś, czego nie widzisz

Co mówisz


CZWARTY (ZAZDROŚĆ)

 

Jest potworem, patrząc w niebo

Tak musze się chować w dłoniach

By nie wystraszyć światła.

Nocna gwiazda rozpościera błękity

Powiedz mi, że nie jestem sam.

Jesteś strachem, w którym biega

Zwykłe ludzkie zwierze.

Powiedz mi, że nie jestem sama.

Potrzebuję ciepła świec

Na twej twarzy

W biciu piersi mej

Jest piękna patrząc w niebo

 

PIĄTY (NIEUMIARKOWANIE W JEDZENIU I PICIU)

 

Jest zimna.

Na końcu daje ból.

 

Drapie, gryzie

trzyma mnie tysiącem rąk.

Pożera ciepłem, wchodzi w skórę.

Biała jak śnieg.

Na końcu daje ból.

 

SZÓSTY (GNIEW)

 

Zwierze miłości szuka

 

Drapieżny ptak poluje na twe usta

Wpija się między żebra

 

SIÓDMY (LENISTWO)

 

Jestem drzewem w lesie rąk

Nie wycina się nas dla zasady

Tylko szelest łamanych gałęzi drażni uszy

 
 
szlabanpismo
   Przestaję pisać. To nie deklaracja. To obserwacja.
   Okresy bez choćby jednego wiersza już mi sie zdarzały. Zastanawiam się jednak, czy ten nie będzie ostatecznym. Tworzenie wierszy przestaje mi być w życiu potrzebne. Uczę się mówić bezpośrednio. Może na tym polega dojrzewanie - spóźnione, ale jednak.
   Może to także brak zapału, by z tymi wierszami biegać, wciskać się drzwiami i oknami, żeby tylko znaleźć wydawcę? I nadmiar ambicji, by pozwolić sobie na wydanie 100 egzemplarzy zeszyciku w lokalnym wydawnictwie, z których połowę kupią przyjaciele z litości i ciekawości, a resztą zasilę biblioteki w płonnej nadziei, że choć tam ktoś na te wiersze trafi?
   Może nie muszę już niczego udowadniać tej ważnej - czy nie najważniejszej? - osobie w moim życiu? Nie muszę się wspinać na wyżyny talntu i społecznej drabiny, być wielkim naukowcem lub artystą.
   Zaczęło mi wystarczać to, co mam.
   Przeszłości się jednak tak łatwo nie zostawia - po tylu latach pisania nie zlikwiduję starych przywyczajeń i nie zrezygnuję ze wszystkiego.

   Zacznę od wygrzebywania staroci - choć jeszcze dośc świeżych.
   Możecie pobrać mały cykl pięciu wierszy pt. OFIARA DZIECINNA, CZYLI CYKL PIĘCIU WIERSZY O DZIECIŃSTWIE I DORASTANIU (wystarczy kliknąć na tytuł, plik pdf). Są to utwory, które zgłosiłem na tegoroczną edycję lokalnego Konkursu Poetyckiego o Złoty Kałamarz. Zgłosiłem z sukcesem, ale poza jury nikt nie miał okazji się tym utworom przyjrzeć. Daję Wam okazję. Wiersze przeszły drobne poprawki redakcyjne w porównaniu z wersjami z Konkursu (gł. przeredagowana jedna zwrotka w Ś.P. Skurwysynie).
I tyle.
   Może znów coś napiszę. Wtedy zamieszczę.

Kazano
 
 
szlabanpismo
09 July 2008 @ 02:22 am
Mam swoje  zachody, czasem gdy jeszcze piję, mam też i wschody. Kiedyś miałem swoje spadanie deszczu za oknem. Trzaskanie drzwiami wiatru, odwieczne przeciągi. Połamane sztormem stoły i krzesła. Szaf to ja nigdy nie chciałem, bo przecież po co - i tak tam nie ma co trzymać. Cztery ściany może czasami jakieś drzwi i okna. Dach nie pamiętam, zawsze mam gwizdy i gzieś czasami księżyc. Latem zawsze wyjeżdżaliśmy, to słońce było nie do zniesienia. 


p.s. zaś potem skończymy. Jak chcesz, to pisz, ale nie musisz.
 
 
szlabanpismo
09 July 2008 @ 01:53 am
***  

pozakładano już na wszystkich drzwiach tabliczki
moje imię, nazwisko, bądź adres
schowki zapełniono po brzegi
listami wyszłych kochanek

i wszystko już
tak ja ciebie i ty mnie opuszczamy pełne wspomnień
dopitych

 
 
szlabanpismo
09 July 2008 @ 01:32 am
Z tego robienia tyle dobrego, to my najgorzej z tego wyszliśmy.


Nie to, żeby redakcja chciała znowu coś zrobić. Choć pewnie wyjdzie znowu to, co nigdy nie wychodzi. NIe oszukujmy się. Wszelkie próby i potrzeby literackie i tak zawsze spełzają na niczym ciekawym. Co czytają nieliczni, gdzie i tak Redaktor Gryzoń posądza mnie o samościąganie egzemplarzySZLABANU, aby nabić popularność naszego wspaniałego pisma, ble ble ble, i tak mógłbym lać wodę dalej,

ALE

Do rzeczy,

I tak wcześniej czy później wyjdzie jak to regularnie mamy w naturze kolejny numer SZLABANU. Więc dlaczego by nie teraz. A może nie.
Skoro i tak mam w planach kolejną śmierć, w sensie, nie ja jako Wszystkie Słońca. I tak nie mamy materiałów, a na Was, Kochani, Wspaniali, ble ble ble Czytelnicy, nie mamy co liczyć. Ale i tak nie radzę śledzić tego bloga, bo może coś z tego wyjdzie.
 
 
szlabanpismo
16 March 2008 @ 04:06 pm
   Jest 16 marca, więc - zgodnie z obietnicą - udostępniam ósmy numer SZLABANU, a w nim:
* trochę muzyki dzięki Piotrowi Pajchrowskiemu;
* trochę rozważań o fotografii: wywiad z Klubem AA (Anonimowych Artystów), relacje z wystaw fotograficznych w Środzie;
* o uczuciach graficznie, plastycznie, filmowo, czyli artysta-grafik wspiera SZLABAN;
* trochę poezji o miłości lub na przekór jej;
* przestrzeń do poetyckiego zagospodarowania.
   Pozwolę sobie na kilka uwag.
   Po pierwsze, przykro mi, że nie możecie go poczytać w formie papierowej, a jedynie elektronicznej, która nie ma tego samego klimatu. Mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja przekazać Wam materialne wydanie.
   Po drugie, przypominam, że numer ten miał się ukazać na koncercie Studni Poezji, zorganizowanym z okazji Walentynek. Do tego właśnie koncertu, z którym miało współgrać pismo, odwołuje się wstępniak. Kto był na koncercie, zrozumie odwołania, kto nie - mam nadzieję, że i tak się połapie.
   Po trzecie, byłoby miło, gdybyście skomentowali ósmy numer - jako całość, ale także poszczególne zamieszczone artykuły, utwory, dzieła. Ożywienie formuły pisma i wprowadzenie żywszego dialogu byłoby mile widziane, ale zależy przede wszystkim od Was. Nie krępujcie się, liczba odpowiedzi na ten post jest nieograniczona, możecie komentować.
   A numer ósmy możecie ściągnąć tu: SZLABAN Numer 08
   Życzę przyjemnej lektury w imieniu Redakcji.
 
 
szlabanpismo
12 March 2008 @ 09:21 pm
   Ucieszy Was zapewne wiadomość, że od teraz łatwiej będzie pozyskać numery Waszego Ukochanego Pisma w formacie pdf. Dokument elektroniczny nie oddaje w pełni klimatu papierowego wydania (szczególnie, gdy ma pewne błędy, jak pierwsze numery), ale rozumiemy, że tym z Was, którzy wyemigrowali za granicę lub są Naszymi wielbicielami z różnych stron kraju trudno czasem o zdobycie najnowszego numeru. Chcemy zaspokoić Wasze Szlabanowe potrzeby.
   Jeśli chcecie przeczytać któryś z dotychczasowych siedmiu numerów pisma, kliknijcie na odpowiedni numer poniżej:

SZLABAN nr 1
SZLABAN nr 2
SZLABAN nr 3
SZLABAN nr 4
SZLABAN nr 5
SZLABAN nr 6
SZLABAN nr 7

   Niniejszym donoszę także o pewnej zmianie w polityce pisma. Dotąd w formacie pdf można było uzyskać numery SZLABANU o jeden wstecz w porównaniu z wydaniem papierowym. Koniec z tym! Od teraz wydanie elektroniczne będzie się pokrywało z papierowym!
   Co więcej, niezależnie, czy tym razem nie nastąpi żaden błąd związany z drukiem i numer 8. ukaże się 16 marca w czasie koncertu Studni Poezji w OK, czy nie - Wy i tak otrzymacie, zgodnie z planem, 16 marca wieczorem (ewentualnie 17, jeśli spotkania pokoncertowe się przeciągną) wersję elektroniczną. Będzie ją można ściągnąć z niniejszej strony.
   Mamy nadzieję (mówię w imieniu całej redakcji), że wprowadzone zmiany spotkają się z Waszą pozytywną opinią i usprawnią funkcjonowanie Pisma.
 
 
szlabanpismo
   Czy wybrał się ktoś pierwszego marca na „spektakl” „Drzewo życia” do średzkiego Ośrodka Kultury? Ja popędziłem co sił w nogach. Muzykę do spektaklu przygotowywał nie byle kto: Tomáš Kočko ze swoim zespołem. Takiej okazji nie można było przegapić. jeden z najciekawszych artystów folkowych w naszej części Europy na naszych skromnych deskach. W dodatku nie tylko koncert, ale cały spektakl, który przygotowywał! Moja radość nie miała granic...
   Aż do czasu, gdy łbem wyrżnęła o granicę. Granica pojawiła się o 17.00 w sali widowiskowej OK. Spektakl okazał się koncertem, tyle że z dziwnym dodatkiem. Nie jest to tak straszne, przecież koncert czeskiego muzyka obejrzałbym z przyjemnością, ubrałbym się tylko nieco swobodniej, by móc potańczyć do żywiołowej muzyki. Ale dlaczego nie nazwano tego koncertem?
   Najwyraźniej maczała w tym palce postmodernistyczna wiedźma. Kto to taki? Nazywa się Anna Gąsiorek, a jej nazwisko szumnie zdobiło plakaty zachęcające do przybycia na spektakl. Miała tam ponoć funkcję reżysera. Reżysera? Najwyraźniej pojęcie i granica reżyserii mocno się ostatnio przesunęły.
   Cała działalność - przebranej w obu- lub bezpłciowy strój, podobną fryzurę, obwieszonej wielkim znakiem ankh na łańcuchu, którym mogłaby dobermana do budy przywiązać - „reżyserki” sprowadzała się do psucia radosnego nastroju, wygłaszania (z jak fatalną dykcją, interpretacją i akcentowaniem) tłumaczeń tekstów Czecha lub swoich własnych, siedzeniu sztywno i wpatrywaniu się w sufit Ośrodka Kultury nawiedzonym, wieszczym (wiedźmowym?) wzrokiem. Najwyraźniejszym elementem jej reżyserii było wcinanie się pod koniec piosenek, by nie dać widzom czasu na reakcję i oklaski. Brawa pojawiły się dopiero na końcu... i dziwnie przycichły, gdy Kočko przedstawiał jedyną Polkę na scenie.
   Efekt? Atmosfera podniecenia z początku koncertu zniknęła po kilku minutach. Spektakl rozczarował, bo spektaklem nie był. Gdyby Czesi przyjechali zaprezentować koncert, wszyscy bawiliby się lepiej i widownia zapewne zebrałaby się większa. Sztywne ramy „reżyserii” nie pozwoliły na jakąkolwiek spontaniczność ze strony widowni, a także muzyków. A przecież widać było po uśmiechach, spojrzeniach i podrygach dziewcząt, że aż rwą się do tanecznych i wokalnych improwizacji. My też się rwaliśmy, ale hipnotyczna wiedźma zapanowała nad wszystkimi. Chciała podpisać się pod talent braci z południa i stworzyć tanim kosztem famtazyjne misterium. Gdyby pamiętała, że misterium może być dionizyjskie i zostawiła wolną, koncertowa rękę muzykom, może swój cel by osiągnęła. Ale ona chciała nas nawiedzać, przeistaczać i wieszczyć. Zamiast spektaklu dostaliśmy parodię koncertu. Zamiast misterium – żenujące pseudowidowisko. Zamiast radości i sukcesu – pseudotranswestytkę o wieszczych aspiracjach i klapę.
   Żal tylko czeskich muzyków, którzy spisali się świetnie. Czy mają świadomość, jak bardzo Polka popsuła ich dobre imię w swoim własnym kraju? Oby szybko tę świadomość uzyskali. Dla dobra muzyki i muzyków. Oby przyjechali jeszcze kiedyś tym razem ze zwykłym, radosnym koncertem.
 
   Kto chce posłuchać Tomasa Kočki i zespołu zapraszam na stronę Tomas Kočko i ORCHESTR. Znajdziecie tu nagrania kilku utworów, zamieszczonych na YouTube: http://www.kocko.cz/video.htm  (wystarczy tez wpisać "tomas kocko" w YouTube)

   Pierwsze podejście do lubianej przeze mnie muzyki folkowej zakończyło się sporym niesmakiem. Miejmy nadzieję, że drugie przyniesie ulgę i radość: 14 marca w OK folk irlandzki w wykonaniu The Ronny Carthy Gene Anderson Band. Tym razem z góry nastawiam się na tańce. kto pohasa pod sceną z redaktorem?
 
   A dwa dni później odbędzie się powtórka walentynkowego koncertu Studni Poezji. Pamiętacie, co miało nastąpić na koncercie? Pewnie tak, szkoda tylko, że Redaktor Naczelny zapomniał. Dałem mu do zrozumienia, że ma niepowtarzalną okazję, by nadrobić błąd i na drugiej odsłonie koncertu zrobić to, czego zaniedbał na pierwszej. Oby tym razem przejął się swoją rolą. Obyście 16 marca dostali nowy SZLABAN. Trzymam za Was kciuki!
 
 
szlabanpismo
14 February 2008 @ 09:26 pm
   Czas na kilka wyjaśnień.
   Właśnie ukazał się ósmy numer SZLABANU. Ukazał się i się nie ukazał. Tych z Was, którzy mieli nadzieję otrzymać ten numer na koncercie Studni Poezji, którzy spodziewali się, że go dostaną, którzy byli pewni, że będą mieli go w ręce przed zakończeniem koncertu - przepraszamy. Cóż więcej nam pozostaje.
Numer jest. Powstał. Został wydrukowany, by go powielić specjalnie na tę okazję... Ale redaktor naczelny zawalił terminy w "drukarni" i wszystko się posypało. SZLABAN jest, a jakoby go nie było. Spróbujemy nadrobić zaległość i Waszą stratę. Jak?
   Po pierwsze, numer zostanie od razu umieszczony w formacie pdf na stronie. Do pobrania. Już za kilka dni.
   Po drugie, postaramy się nareszcie zorganizować w mieście miejsce, do którego będziecie mogli zajść i pismo wziąć w każdej chwili (tzn. w godzinach roboczych). Jakie to miejsce? Niedługo powinniście (powinniśmy) się dowiedzieć. Odrobinę cierpliwości. Dajcie nam jeszcze kilka dni. Wtedy drogą elektroniczną lub gdzieś w Środzie numer otrzymacie.

   Wyjaśnienie drugie:
   Niedawno napisałem o odejściu ze SZLABANU i jego końcu. Nie do końca miałem zamiar odchodzić. Redaktor naczelny potrzebował jednak drastycznej zachęty do zajęcia się ponownie pismem, które porzucił na wiele miesięcy. Tekst był prowokacją. Przede wszystkim pod adresem redaktora naczelnego. Was także - żeby sprawdzić, czy jeszcze chcecie Nas czytać. Okazało się, że tak. Na koncercie pytano mnie, co ze SZLABANEM, który mieliście otrzymać. Kilka osób pytało mnie, czy to prawda, że koniec z pismem. Osoby te żałowały domniemanego zniknięcia SZLABANU. To dobrze. Skoro Wy chcecie nas czytać, my mamy powód, by pisać. A redaktor naczelny dał się sprowokować. Niestety, i tak wszystkiego nie dopilnował. Czy to jednak może dziwić? Nieregularność zobowiązuje, prawda?
 
 
szlabanpismo
14 February 2008 @ 06:37 pm
   Symbol należy do języka intelektu. Symboliczne gesty, słowa, znaki domagają się zrozumienia – nie wyjaśnienia i przełożenia na prostszy język, ale zrozumienia. Zrozumienie powinno się odbywać sporadycznie, szczerze i dogłębnie. Częste powtarzanie symbolu utrwala odczytania (nie – zrozumienia) pospieszne i powierzchowne.
   Kobiety nie doceniają symbolu. Nie doceniają siły, z jaką trzyma umysł mężczyzny. Nie chcą zauważyć, że symbol jest zbyt samolubny, by ubrać się w emocjonalne szaty. Próbują go złamać, opanować, wytresować. A on pozostaje zwierzęciem nieujarzmionym, które pokazuje pazury i zawodzi oczekiwania tresera co konflikt, co kłótnię, co kryzys.
   Kobieta chce być kochana. Nie różni się tym od mężczyzny. Ba, męski egocentryzm często domaga się afektacji większej niż kobieca potrzeba poczucia bezpieczeństwa i bliskości. Wiemy jednak, że kobieta chce być kochaną. O mężczyznach możemy zamilczeć. Przecież ich potrzeba chętnie pozostaje niewypowiedziana. Woli, gdy się ją rozumie.
   Kobieta domaga się swojej miłości. Potrzebuje słyszeć stale zapewnienia o odwzajemnianym uczuciu. Z monotonnych słów jak z cegieł buduje mur pewności, że miłość do niej trwa. Popada w panikę, gdy tylko dowody uczucia milkną.
   Kobieta wierzy w sprawczą siłę słowa, w czym pozostaje wierna instynktownym naukom przekazywanym od tysięcy lat w mitologiach wielu kultur. Aby coś stworzyć, zrozumieć, a przede wszystkim opanować, trzeba to nazwać. Kobieta domaga się nazywania. Domaga się ujarzmienia samej siebie przez mężczyznę świętym słowem. Domaga się powoływania do życia rzeczywistości, uplecionej ze słowa i uczucia. Kobieta próbuje zostać demiurgiem, powołującym do życia własny świat.
   Ale świat można zbudować z niczego lub z chaosu.
   Tam, gdzie rzeczywistość została zagospodarowana, brakuje miejsca na nowego Stwórcę. Przestrzeń męskiego umysłu jest już dawno ułożona przez świat intelektu. Tu rządzi już władca. Tu rządzi już Symbol, który nie toleruje nowego słowa, porządku, odmiennej rzeczywistości. On powołuje swój świat raz. Wypowiada Słowo i zamyka w sferze tabu, aby nikt nie mógł Słowa  naruszyć i rzeczywistości odmienić.
   Kobieta narusza strefę tabu. Powtarza świętość do znudzenia, do utraty tchu i zrozumienia, do pogubienia uczuć i znaczeń, do ogołocenia aż po sam szkielet głosek. Mężczyzna, jak nieświadome narzędzie, fanatyczny kapłan, broni swojej doktryny. Nie zastanawia się nawet, dlaczego chroni Słowo, dlaczego jego dźwięk uznaje za nietakt, dlaczego tak huczy nieznośnie poza murami świątyni. Jest ślepy, ale wierny. Milczy.
   A ona domaga się: powiedz, powtórz, mów mi, jeszcze raz daj mi usłyszeć, że mnie kochasz.
   On wzbrania się, milczy, Słowa używa w czasie święta, w czasie obrzędu, w podniosłej chwili, gdy Bóg Symbolu pozwala cofnąć się wiernemu do czasu pratworzenia i jeszcze raz uczestniczyć w narodzinach świata, powołać Związek znów do istnienia.
   Ona nie rozumie, śpiewa swoje zaklęcia w zapomnianych słowach, których znaczenie dawno zaczęło się gubić.
   Mężczyzna broni się przed stratą sensu. Wie, że Słowo powtórzone wielokroć zatraci znaczenie, stanie się wioskowym gusłem, a nie świętością. Dopóki nie mówi – rozumie. Dopóki rozumie – Symbol istnieje i uczucie nie może zginąć. Jeśli straci Słowo, straci miłość.
   A ona prosi, błaga, rozkazuje: powtarzaj dla mnie Słowo, upewnij mnie, że Słowo jest w nas i nas spaja.
   On ulega i powtarza... powtarza... wygłasza... bełkocze Słowo.
   Aż sam gubi znaczenie i swoją wiarę.
   Zapomina, że kocha.
   Ucieka, chce znów doznać epifanii, poczuć sens, znów Zrozumieć Słowo. Odnajduje na chwilę, w przypadkowej sekcie kochanki, w praktykach i obrzędach przygodnych wiedźm. Objawienie nigdy nie jest trwałe, więc wraca na gruzy świątyni. Może chociaż od ołtarzy spłynie słaby blask księżycowego światła i przez chwilę znów przyniesie zrozumienie Słowa.
   A ona nie pojmuje, jak on mógł zdradzić wiarę i prawdę tak często powtarzaną. Jak mógł powtarzać i zapomnieć!
   Nie zapomniał. Pamiętał. Przestał rozumieć.
   Ratują się. Zanim wiara zdziczeje, zanim ucieknie w doktrynę, a Symbol zamieni się w puste dźwięki, Ona pyta:
   - Dlaczego tak rzadko mówisz, że mnie kochasz?
   - Dlatego, że naprawdę Cię kocham.

Tekst dostępny także TU.
 
 
szlabanpismo
04 February 2008 @ 09:46 pm
   Chyba wypadałoby powiedzieć to otwarcie.
   Dość.
   Przykro to stwierdzać, bo przecież włożyliśmy w to pismo sporo energii i wiele nadziei.
   Dość.
   Rozwiązywaliśmy rodzące się spory i dyskutowaliśmy na poważne i niepoważne tematy.
   Dość.
   Wytykaliśmy sobie błędy i chwaliliśmy się bez skrupułów.
   Dość.
   Dość dużo zrobiliśmy jak na swoje skromne możliwości, ale nie darliśmy szat w przypływie misyjnego szału. Misji nie było. Była zabawa.
   Zawsze.
   Wierni pozostawaliśmy prostej zasadzie: żeby coś stworzyć, trzeba dokonać zderzenia. Każdy wypadek, każde ścierające się siły prowadzą do kataklizmu i bólu. Dość. My szukaliśmy przyjemności i rozwoju tam, gdzie można upatrywać walki, starcia i zniszczenia.
   Zawsze.
   Chcieliśmy, by powstało coś wartościowego z różnic, które w nas siedzą i z których żal nam zrezygnować. Nie agitowaliśmy. Po co? Od tego błędni rycerze. A my? Chcieliśmy się bawić. Literaturą. W literaturę. Nad literaturą. Z literaturą.
   Jeśli jeden z nas pouczał - drugi zaprzeczał. Jeśli jeden dawał się porwać - drugi tąpnął w ziemię, by zawyła. Jeśli jeden był bielą - drugi musiał stawać się czernią, by czarno na białym i biało na czarnym pokazać, że z różnic powstaje nowa wartość.
   Było.

   A jest?
   Rozeszła się nam redakcja.
   Najpierw Adam zniknął w wirze studiów.
   Potem Kisiu zniknął w wirze pracy.
   A ja nie chcę zniknąć w wirze samego siebie.
   SZLABAN musi być dziełem LUDZI, ZBIOROWOŚCI, KOLEKTYWU, ZDERZENIA, BURZY!
   Potrzeba nas przynajmniej dwojga!
   A jest?
   Rok minął od ostatniego (siódmego) numeru SZLABANU. A przecież wydawać mieliśmy cztery rocznie.
   A jest?
   Kilka recenzji... cisza... ostatnie, nagle wrzucone przez Krzysia utwory, o których nawet reszta redakcji nie wiedziała. Na znak, że pismo żyje? A może tylko na znak, że Redaktor Naczelny nie ma czasu, by zająć się indywidualną działalnością?
   A jest?
   Redakcja, która już się nie kontaktuje i pismo, które już się nie ukazuje.
   A szkoda.
   Żal SZLABANU. Wszystkie pisma i dodatki literackie w Środzie mają krótką karierę. Mieliśmy nadzieję, że brak złudzeń co do SZLABANU, świadomość jego nieopłacalności i robienia dla garstki zainteresowanych uratuje nas przed rozczarowaniami i nagłym zniknięciem. Co nie przyszło z zewnątrz, narodziło się w środku.
   Może po prostu już nam się nie chce?
   Ależ chce!
   Ależ chcę.
   Ale SZLABAN nie może się stać przedsiwzięciem indywidualnym. Bez starcia ideałów i pomysłów nie będzie już SZLABANEM.
   Nie będę go kontynuował, nie będę udawał, że jeszcze dogorywa. Jego trup już zdążył ostygnąć.
   Czy uda się go odratować?
   W świecie fikcji literackiej wszystko jest możliwe.
   Czas pokaże.
   Póki co, ja pozostawiam łamy decyzjom Redaktora Naczelnego.

   Sam nie milknę.
   Nie umiem zamilknąć.
   Kto mnie zna, ten wie.
   Czasem się odezwę, ale po sąsiedzku, na własnej stronie.
   Może znowu będzie mi dane zacząć przygodę ze SZLABANEM. Ot tak, od nowa. Jak kiedyś, w drzwiach staną przyszli współredaktorzy, a z ich oczu wyzierać będzie Idea. Wielka Idea. Rozpocznie się niewinnie...
 
 
szlabanpismo
09 November 2007 @ 09:29 pm
Każdy mój krok skrupulatnie bada twoje podłożę. Dotykamy się tylko powierzchownie. W tych krótkich momentach nieuchwytnych naszym okiem. Mijamy się na dystans, tak niedaleko siebie.
Czasem podchodzę, znikasz. Nie gonię. I tak nie zdążę cię złapać. Choć żadne z nas nie biegnie. Żadne nie goni, nikt nie ucieka.
W poszukiwaniu straconego czasu, nie potrzebuję narzędzi pomiaru. Zegar chwili. Oszust wskazówek. Przesunięć. Opóźnień. Przyśpieszasz. Zwalniam tobą w korytarzach pustki.
Poszukuję swojego Tezeusza. Poszukujesz zgubionego końca szpuli. Gdzieś wśród myśli labiryntu.
I tak nie zdążysz mnie złapać.
 
 
szlabanpismo
Jakoś rzadko się z sobą utożsamiamy,
W podróży, pustych marzeń, tak niebywałej
Zabieramy parasolki bagażu troski małej
I prozaicznie swoimi myślami się zabawiamy

Liter słowa, głoski ciszy, pochłaniamy
Krzyki tomów, sen historii, całej
Pościeli, łóżek, pustych, wygasłych, naszej byłej
Płaszcz arkuszy, notki spraw sądowych, wymieniamy

Stosunkowo przechodzimy bezszelestnie
Potrącając czas tak skrycie zbyt szybki
Wstępnie i tak widzimy się mętnie

Brakuje tych dwóch zdań jak kawy kubki
Które chcielibyśmy wstawić między nie
Wyławiając z morza absurdu jak złote rybki
 
 
szlabanpismo
25 October 2007 @ 07:25 pm
Przechodzę między nogami,
lawiruję, tak wśród głosów,
igieł sypanych chorym gardłem
na asfalt tak spalony
łkaniem, sam od każdej strony
 
 
szlabanpismo
12 June 2007 @ 09:45 am
Środa Wlkp., 11 czerwca 2007

Szanowni Dyrektorzy Szkół, Nauczyciele, Pedagodzy, Dyrektorzy i Pracownicy placówek kulturalnych, Intelektualiści, Ludzie zatroskani o poziom wykształcenia polskiej inteligencji i – przede wszystkim – Uczniowie!
Zapraszamy Was w niedzielę, 17 czerwca 2007 o godz. 19.00 do siedziby Stowarzyszenia STRUŚ na manifest i wieczór literatury zarazem, zatytułowany Cała Środa czyta Gombrowicza.

Nikt, kto nie zaznajomił się w życiu z klasyką światowej literatury, muzyki, czy kina, nie może z czystym sumieniem nazwać się człowiekiem wykształconym, a w szczególności humanistą. Żyjemy w zmniejszającym się świecie, od którego nie można się odgrodzić wielkim murem. Świat i tak go przełamie i wtargnie do nas. Trzeba nauczyć się z nim rozmawiać. Żeby to zrobić, trzeba zbudować wspólną płaszczyznę porozumienia. Podstawową płaszczyzną jest kultura, a więc przede wszystkim literatura, kształtująca społeczeństwa i jednostki od czasów wynalezienia pisma.
Projekt wprowadzenia zmian w kanonie lektur szkoły średniej zaskoczył wszystkich. Nie jest nawet istotne, czy pomysł zostanie zaakceptowany, czy też znajdzie się tylu światłych ludzi, by zdusić go w zarodku. Fakt, że Minister Edukacji chciałby pozbawić uczniów dzieł takich wybitnych pisarzy jak Goethe, Dostojewski, Kafka, Gombrowicz, czy Herling-Grudziński, musi wzbudzać zdziwienie, a nawet strach.
Z jednej strony walczymy z postępującym wtórnym analfabetyzmem i organizujemy akcje, mające zachęcić do czytania (jak Cała Polska czyta dzieciom), z drugiej – przyglądamy się próbie wyrzucenia z kanonu lektur, które od lat wzbudzały zainteresowanie, zachęcały do czytania i zawierały ogromny ładunek intelektualny, rozwijający czytelników. Być może nie każdy dostrzega w takiej ambiwalencji postaw paradoks. Ci, którzy go widzą, powinni zareagować.

Z tego powodu Stowarzyszenie STRUŚ i pismo SZLABAN zgodziły się pomóc w realizacji projektu, zachęcającego do czytania literatury trudnej. Akcja Cała Środa czyta Gombrowicza to nie tylko wykład o znamienitym pisarzu, nie tylko recytacja fragmentów jego dzieł, zagrożonych usunięciem ze szkolnego kanonu, nie tylko wspólna lektura, ale także forma skromnego, oddolnego manifestu.
Nie dajmy sobie odebrać dziedzictwa światowej i krajowej literatury. Jeśli nie wykonamy choćby małych gestów, decyzje zawsze zapadać będą bez nas. Przyjdźcie 17 czerwca 2007 o godz. 19.00 do siedziby Stowarzyszenia STRUŚ (na terenie Powiatowej Kolejki Wąskotorowej – wejście od strony PKW lub stadionu OSiR) i pokażcie, że losy arcydzieł literatury i edukacji kolejnych pokoleń młodzieży nie są Wam obojętne.

W imieniu Stowarzyszenia STRUŚ i pisma SZLABAN
Tomasz Węcławiak
 
 
szlabanpismo
22 May 2007 @ 12:39 pm
   Nie zamieszczamy osobnej relacji z zeszłotygodniowej Majówki z poezją.
   Krótką relację zredagowaliśmy na stronę STRUSia i tam możecie ją przeczytać.
   Zapraszamy na następne spotkania z literaturą.
   Tym, którzy przybyli na Majówkę... dziękujemy za przybycie. Mamy nadzieję, że bawiliście się równie dobrze, jak jej inicjatorzy i realizatorzy.
 
 
szlabanpismo
16 May 2007 @ 12:07 pm
Poezja!.. choć z potknięciami

   Nareszcie się ukazała!
   Rozpoczynam entuzjastycznie, choć będzie i miejsce na krytykę. Od niej zacznę – słodycze zostawimy na deser.
   Redaktor Z. Król wytknął w swojej recenzji w Gazecie Średzkiej kilka niedociągnięć. Niestety, miał rację. Spis wierszy trzeba cofnąć o dwie strony, pojawiają się tajemnicze, puste karty, zwrotki wierszy się łączą, wersy bywają dzielone w dziwnych miejscach. Brakuje wstępu, brakuje spisu treści, zgodnego z kolejnością w tomiku, choć ten, który jest (wiersze podzielone według autorów) jest bardzo dobry. Powinien jednak spełniać funkcję indeksu. Zaletą tomiku są przyjemne, przejrzyste czcionki i papier, dzięki którym chętnie się czyta. Potknięć trochę szkoda, ale nie one są najważniejsze.
   Najważniejsze, że się ukazała!
   Antologia Złotego Kałamarza. Pokonkursowy wybór wierszy z lat 2004-2006. O niej właśnie mowa. Czekaliśmy na nią długo, borykała się z kłopotami. Do końca nie wiedzieliśmy, czy obejmie wszystkie edycje Złotego Kałamarza, czy tylko część. Obejmuje trzy edycje konkursu. Daje wgląd w lokalną twórczość poetycką, pozwala się z nią zapoznać i ocenić ją… Niestety, nie daje możliwości dyskusji z ocenami jury Konkursu (brak informacji o przyznanych nagrodach), ani sposobności śledzenia różnic międzypokoleniowych (brak notek o autorach). Jest to, pomimo mankamentów, największy od lat wybór średzkiej poezji. Dlatego bardzo cenny, jako dzieło literackie, ale i dokument. Nie wiadomo, ile lat przyjdzie czekać na następny, więc warto się w niego zaopatrzyć, nawet jeśli naszych oczekiwań estetycznych, czy poetyckich nie zaspokoi…
   A zaspokoić nie ma szans. Nie zawsze, w każdym razie. Mamy w Antologii... do czynienia z tak różnymi podejściami do poezji i życia, że nie znajdzie się chyba osoba, której przypadnie do gustu każdy utwór. Dla ułatwienia (a może niepotrzebnego narzucania opinii), krótki przegląd zawartości Pokonkursowego wyboru wierszy:
   1. Tomik zawiera wiersze 18 poetów (przez pojęcie to rozumiem autorów wierszy, bez względu na płeć). Niektórzy autorzy reprezentowani są przez jeden wiersz (H.M. Janicka, B. Kicinska, E. Król, N. Rogowska, M. Wierucka, K.K. Wojciechowski, K. Zaworska), pozostali (nagradzani zazwyczaj miejscami, nie wyróżnieniami) przez kilka utworów (A. Domański – 10, A. Ochowiak – 9, I. Wencławiak – 7, T. Węcławiak – 6, A. Gniotowski – 5, J. Kaczor – 5, K. Świdurska – 5, D. Wartecki – 5, M. Maciejewska – 4, S. Spychaj – 4, E. Szymanowska – 4). Razem: 71 wierszy średzkich i okolicznych poetów, podzielonych na trzy części, zgodne z kolejnymi edycjami Konkursu.
   2. Dla większości autorów jest to debiut w wydawnictwie zwartym. Czy doczekają się swoich osobistych tomików, czas pokaże. Słowo „debiutanci” – nie musi oznaczać „młodzi”, choć zazwyczaj wiek kilkunastu lat sprzyja debiutom. Owszem, młodość wyziera z wielu tekstów, ale różnice wiekowe miedzy autorami wynoszą nawet po kilkadziesiąt lat. Porównując takie teksty (w czym przeszkadza brak informacji o autorach) można dojść do ciekawych wniosków.
   3. Można znaleźć powtarzalne wątki i tym kluczem dzielić wiersze.
   Jeśli przeżywamy egzystencjalny kryzys lub młodzieńczy bunt, odkryjemy bratnie dusze choćby w A. Domańskim, B. Kicinskiej, M. Maciejewskiej, A. Ochowiak, nieco w K.K. Wojciechowskim, choć to już bunt cokolwiek przebrzmiały, samokrytyczny.
   Tym, dla których liryka jest przede wszystkim uczuciem, spełnioną lub nieszczęśliwą miłością, polecam przyjrzenie się kilku utworom: H.M. Janicka, Tristan; B. Kicinska, Wspomnienie ofiary; wiersze I. Wencławiak; T. Węcławiak, Krzyżowanie (Inicjacja), Moja Tatiana; A. Domański, Pożegnanie; E. Szymanowska, Lato.
   Są też tacy, którzy potrafią na życie spojrzeć chłodniej, przeanalizować je, wyciągnąć wnioski, udzielić porad. Tak postępuje I. Wencławiak (podmiot jej wierszy to niemłoda już, zdystansowana do błędów swojej młodości, nieco zapatrzona we wspomnienia kobieta, która odkrywa, że to, co wydaje się przynależeć wiekowi młodemu, można także realizować po latach).
   Kto chce odetchnąć, znajdzie i odrobinę humoru, niestety niekoniecznie zamierzonego. Kto tęskni za bardziej klasycznymi formami poezji też je odszuka: Wiosna i jesień A. Ochowiak; T. Węcławiaka Moja Tatiana (napisana zwrotką onieginowską), Krzyżowanie (Inicjacja), Muszę tu częściej przychodzić; zrytmizowane utwory S. Spychaja (Dolmeny Ziemi, W pogoni za szczęściem); D. Warteckiego (*** [Jak plus z minusem], Różnica); rymowane wiersze J. Kaczor.
   Odnajdziemy też wiersze dotyczące metafizyki (ciekawy koncept A. Ochowiak *** [I nadszedł mój dzień…], przypominający nieco Grochowiaka); przemijania (N. Rogowska, *** [W teatrze], J. Kaczor, Dwie śmierci, Ze spuszczoną głową); opisów przyrody, zawierających drugie dno (E. Szymanowska, Lato, Moja wiosna; A. Gniotowski) i wielu innych błahych i ważnych spraw, które nas dotyczą. Nie brakuje wierszy autotematycznych (o poezji): A. Ochowiak, Lekcyjny projekt poetycki, Poezja, to narcystowskie samooglądactwo; K. Zaworska, Poezja.
   Niektórzy krytycy dzielą poezję współczesną na intelektualną (opierającą się na przemyśleniach, filozofii, zmuszającą czytelnika do poszukiwań i odnajdywania odwołań) i emocjonalną (przede wszystkim wpływającą na emocje odbiorcy). Wśród wierszy z Antologii... również dałoby się taki podział przeprowadzić, choć trzeba pamiętać, że jak każdy model teoretyczny, trudny jest do zastosowania w praktyce, liryka łączy od zawsze umysł i uczucia. Do poetów intelektualnych dałoby się zaliczyć A. Domańskiego (choć w niektórych momentach skłania się do prostej emocjonalności dosadnych obrazów) i S. Spychaja. Nie na darmo w tytułach ich wierszy pojawia się „paradoks” (a więc figura myśli). Również A. Gniotowski z łączeniem elementów natury i kultury oraz paralelizmami mógłby tu być zaliczony. Dzięki kulturalnym odwołaniom (w treści i formie) włączyć można do poetów intelektualnych T. Węcławiaka. Na drugim biegunie znajdują się dosadne nieraz poetki, skupiające się na emocjach, które im w życiu towarzyszą, jak B. Kicinska, A. Ochowiak, czy K. Świdurska.
   4. Poziom wierszy nie jest równy – powiedzmy to sobie otwarcie. Nie chodzi tylko o autorów, ale także lata. Nie każda edycja Konkursu reprezentuje taką samą jakość. Żyjąc w małym mieście i środowisku jesteśmy świadomi możliwości ataków, więc ograniczymy swoje uwagi dotyczące jakości utworów i nie będziemy podawać nazwisk. Żal niektórych wierszy, których autorzy nie dostrzegają drastycznego zderzenia stylu, wywołującego komizm w poważnych, z założenia, tekstach. Przegadanie też psuje niejeden utwór – kilka point, które mogły wspaniale zamykać wiersz, zostało wciśniętych w środek przez dopisywanie kolejnych zwrotek. Czasem odciska swoje piętno wyraźny manieryzm językowy – a to dziwne metafory, zderzające bardzo ogólne pojęcia z na chybił-trafił dobranymi słowami, a to nagminna, nieświadoma próba podnoszenia stylu przez szyk przestawny i nadmiar skróconych form zaimkowych (me, twe itp.). Styl taki sprawdza się przy świadomej stylizacji, razi w zestawieniu ze współczesną, wolną formą, tematyką i leksyką wiersza.
  
   Kontrasty bywają duże. Czy należało je likwidować, pomijając część wierszy? Chyba nie. Tomik nie ma na celu uczynienia z autorów gwiazd wielkiego formatu. Jest to raczej ciekawostka lokalna, nie książka, którą interesują się wysokiej klasy krytycy. Może komuś pomóc, jeśli włączy Antologię… do swego artystycznego CV, ale nie jest sposobem przetarcia szlaków na salonach. Gdy zaakceptować taką funkcję zbioru wierszy, nie mamy już żadnych pretensji. Ważniejsze, by pokazać życie literackie okolic, we wszelkich jego aspektach i kontrastach. Drastyczne zderzenia mogą pomóc w uświadomienia własnych błędów. A choć poetom zdarza się uważać, że są najmądrzejsi na świecie i porad nie potrzebują (znamy to z własnego przykładu), powinni mieć świadomość, że błędy popełnia każdy. Przez cały życie trzeba się zmieniać, uczyć i doskonalić. W tym tomik na pewno pomoże autorom. Pozwoli na porównania, ale i na bardziej otwartą dyskusję i krytykę, gdy każdy czytelnik będzie miał możliwość oceny wierszy.
   Oby zwrócił też uwagę mieszkańców na to, co w literaturze lokalnej się dzieje i zainteresował nią. Oby zachęcił nowe pokolenia poetów do debiutowania – choćby przez Konkurs „O Złoty Kałamarz”, którego liczba uczestników z wolna maleje. Szkoda, bo im mniej dobrych wierszy, tym dłużej będzie trzeba czekać na następną Antologię…

Antologia Złotego Kałamarza. Pokonkursowy wybór wierszy 2004-2006, red. B. Langner, skład i oprac. graficzne M. Pajchrowska,. Środa Wielkopolska 2006. 106 stron, okładka miękka.


  Pozwolimy sobie jeszcze na małe uzupełnienie od Redakcji o Redakcji – dla tych, którym brak wstępu.
   Członkowie SZLABANU (nie tylko pisma, ale przede wszystkim grupy literackiej) kilkakrotnie startowali w Złotym Kałamarzu.
  
   Krzysztof Kisiu Wojciechowski
– ur. 1984, ukończył LO im. Powstańcow Wielkopolskich w Środzie Wlkp. (otrzymując Nagrodę „Indywidualnośc Rocznika Maturalnego” 2003), rozpoczął studia matematyczne. Od lat związany z Teatrem IT i Stowarzyszeniem STRUŚ, których był i jest głównym filarem technicznym, obsługując, co tylko można i nie można, budując w godzinę scenografie, które tabun ludzi stawiałby przez kilka dni. Założyciel grupy literackiej i pisma SZLABAN. Pracoholik, o specyficznym poczuciu estetyki. Postać rozpoznawalna.
  Zazwyczaj, startując w Złotym Kałamarzu, eksperymentował. Eksperymenty nie miały tylko natury poetyckiej (wiersze stylizowane na kobietę, ezoteryczne cykle powstałe w jedną noc dla potrzeb Konkursu), ale także przybierały charakter manifestu społeczno-artystycznego, przez co zdarzało się, że z powodu niedopełnienia wymogów formalnych był dyskwalifikowany (nie wypełnił danych osobowych, zostawiając jedynie tajemniczy adres mailowy). Zapewne przez swoje oryginalne działania nie był nagradzany głównymi nagrodami, a organizatorom Konkursu dał się we znaki najbardziej ze wszystkich uczestników.
   Brał udział w Złotym Kałamarzu w roku 2002 (wyróżnienie), 2005 (nie dopuszczono go do Konkursu), 2006 (wyróżnienie). W Antologii znalazł się wyróżniony tekst (w formie prozy poetyckiej, niestety brak wcięć akapitowych w tomiku nieco zaciera tę formę) *** [Pochodzę z krainy deszczowców].

   Tomasz Węcławiak (Redaktor Gryzoń Kazano) – ur. 1983, ukończył LO im. Powstańcow Wielkopolskich w Środzie Wlkp. (otrzymując Nagrodę „Indywidualnośc Rocznika Maturalnego” 2002), kończy studia polonistyczne. Od samego początku aktor Teatru IT, do dziś związany z Teatrem i Stowarzyszeniem STRUŚ (choć z przerwami). Założyciel grupy literackiej i pisma SZLABAN. Kilkakrotnie wygrywał konkursy recytatorskie, w poetyckich natomiast rzadko doceniany: oprócz Złotego Kałamarza, tylko w 2003 r. w konkursie poetyckim NZS UAM. Człowiek spokojny i układny, choć bywa oryginalny.
  Stratował w Złotym Kałamarzu równolegle z K. Wojciechowskim, także nieco eksperymentując, ale nie tak drastycznie, jak młodszy poeta. W 2005 r. przesłał wiersze, w których skupiał się mocno na formie, w 2006 nieco nienajlepszych utworów w tym politycznych piosenek, powiązanych jednak reakcją na aktualną sytuację na Białorusi (z krajem tym i jego mieszkańcami łączą go silne więzy).
   W 2002 r. wygrał Złoty Kałamarz (na szczęście wiersze te, po latach nie do zaakceptowania, obarczone młodzieńczą przesadą i naiwnością, nie są w Antologii... przedrukowywane), w 2005 zajął miejsce drugie, w 2006 otrzymał wyróżnienie za wiersz Białoruś we fragmentach podróżnych. Ostatni wiersz doczekał się po konkursie kolejnej redakcji (dotyczy to głównie dwóch pierwszych zwrotek, których język wydał się autorowi zbyt pretensjonalny). Obecnie nosi tytuł Granica – Stolica – Dom i możecie go przeczytać klikając na tytuł.
 
 
szlabanpismo
12 May 2007 @ 08:13 am
 
 
szlabanpismo
20 April 2007 @ 04:11 pm
  Dopuściłem się nietaktu, a może i świętokradztwa. Tak z początku sądziłem. Jak inaczej określić użycie fragmentu z Dzienników Gombrowicza jako motta wiersza? Tak, wiersza! Poezji!
  Gombrowicz tak się namęczył, by poezję skrytykować, tyle słów i pomyj na poetów wylał, tak namęczył, by nie zostawić wątpliwości co do swojego krytycznego wobec poezji stosunku. A ja tu wyciągam jego słowa i motto z nich sobie robię w wierszu!
  Poczułem się nieswojo. Gruby nietakt. Co na to powiedzą wierni zwolennicy Gombrowicza? Co on sam by powiedział? Przewidzieć to łatwo lub trudno - choć czy w ogóle chciałoby mu się komentować - przewidzieć ciężko. Co na to ci, którzy jako-tako orientują się w literaturze w ogóle i w pisarstwie autora Dzienników? Czy pomyślą, że niedokształcony poecina wyciągnął na chybił-trafił fragment z Gombrowicza, żeby podeprzeć się na autorytecie, a sam nie wie, jakie poglądy miał pisarz?
  Dumałem na ten temat, dumałem...
  Nadszedł ratunek.
  Od strony poetów (zastosować cudzysłów, czy nie?), bo skądże indziej!
  Jakim zdumieniem napawało mnie kilka miesięcy temu, gdy zauważyłem, że jedno za stowarzyszeń, któryś z ośrodków kultury, czy któreś z władz jednego z polskich miast (nie pamiętam już, kto) - jakiś organizator ogłosił ogólnopolski konkurs poetycki... im. Witolda Gombrowicza!
  Niemalże spadłem z krzesła, gdy o tym przeczytałem. "To jakiś żart!" - pomyślałem... Nie - wszystko wyglądało na ogłoszenie autentyczne, poważne. Żeby chociaż był to konkurs na najbardziej zmanierowany wiersz albo wiersz najgorszy. Przewrotność patronatu byłaby zrozumiała. Nie! Kolejny konkurs poetycki, jakich wiele... jeno że duchowo miał mu przewodzić wróg poezji - Gombrowicz!
  Czy mój nietakt - jednak świadomy - dorasta do absurdu, który powołali do życia organizatorzy tamtego konkursu? Chyba nie. Czy ich decyzja była świadoma, jak moja. Czy wiedzieli, dlaczego Gombrowicz nie przystaje do konkursu? Nie wiem.
  Dziękuję im, w każdym razie. Uspokoili mnie. Z czystym sumieniem zostawiłem cytat z Gombrowicza jako motto wiersza. Paradoks okazał się nie tak wielki, by panikować.

  UWAGA: Celowo wiersza, o którym mowa, nie zamieściłem. Zbyt świeży. Nie jest, zresztą, istotny dla poruszonego problemu. Być może ukaże się w numerze 8. SZLABANU w połowie tego roku.
 
 
szlabanpismo
15 April 2007 @ 12:53 pm
Dawno nie było nas słychać, prawda?
Obowiązki, obowiązki, obowiązki...
Redaktor naczelny zabiegany jak zawsze albo i jeszcze bardziej. STRUŚ, IT, Odyseja Umysłu, to się pojawia, to znika, buduje, naprawia, wymyśla, wpada na pomysły. Pracuje nad wynalzakiem, który potrafiłby rozciągnąć dobę o trzysta procent. No cóż, jak można się domyślić, bezskutecznie. Więc zamiast tuczyć doby, rozmnaża je, odwleka...
Reszta redakcji też nie kwapiła się do nowych refleksji, wieczorów i działań. Ostatnie metry studiów, O-Kulturalny, Bractwo Wojów. Literatura na chwilę ustąpiła innym aspektom życia kulturalnego - od materialnych jego śladów po duchowość.
Nie można jednak tak po prostu zniknąć. Artystom to nie przystoi!
Należy się Nam (i Wam) wielki powrót po miesiącach. I szykuje się, oj szykuje.
W planach na wiosnę i wczesne lato SZLABAN albo i drugi, wieczory literatury (dwa albo i dziesięć), trochę innych pokrewnych działań.
Nie zapominajmy, że mamy kolejną edycję Złotego Kałamarza. Może i tam SZLABAN odciśnie swoje piętno, a na pewno wykorzysta pretekst, by znów do kilku poetów i tekstów dotrzeć. Może przy okazji Konkursu i inne atrakcje się pojawią, które choć nie przez Nas przygotowane, wszystkich Nas ucieszą?
Wiosna jest okresem przebudzenia. Pobudka w tym roku jest nagła i gwałtowna!
Chcielibyśmy, żeby i nam się trochę tej gwałtowności, siły i bezkompromisowości aury udzieliło.
Ogłaszamy otwarcie nowego sezonu szaleństw kulturalnych! Dość czekania na rogatkach. Czas unieść szlaban i ruszyć z miejsca.
Śledźcie zapowiedzi, niedługo zaczną się pojawiać.
 
 
szlabanpismo
18 January 2007 @ 01:17 am
  Na pięciu scenach, składających się ze stołu i krzesła, pięć młodych aktorek Teatru IT czytało poezje piątki poetów, żyjących i tworzących w Środzie i okolicach:
  1. Gdy zapalało się zielone światło, Magdalena Wullert zaczynała recytację „zielonych” - czyli wiosennych i przepełnionych celną, satyryczną obserwacją ludzkich przywar i cech - wierszy Stanisławy Piaseckiej;
  2. Na czarnej scenie z ust Oli Kamińskiej padały próby odpowiedzi na fundamentalne pytania i egzystencjalne wątpliwości autorstwa Eryka Kurkowskiego;
  3. Czerwone światło było zapowiedzią pełnych ekspresji wykonań niepokojących wierszy Krzysztofa Wojciechowskiego. Natalia Durkalec okazała się ich doskonałą interpretatorką. Czyżby pokrewieństwo życiowych postaw aktorki i poety?
  4. Kojącym balsamem na rozterki poetów młodego pokolenia były spokojne wiersze Jerzego Wiktora Jasińskiego. Życiową mądrość i łagodność, pogodzenie z życiem (i nieuchronnym jego kresem) wypowiadała za autora Edyta Skoryna, skąpana w błękitnym, uspokajającym świetle;
  5. Kolor żółty był mieszanką poezji poważnej, szukającej miejsca w życiu i interpretacji świata… ale i satyrycznej. Niejednolite wiersze Tomasza Węcławiaka recytowała bardzo emocjonalnie Magda Mikołajczak.
  Światła zapalały się chaotycznie. Tak przynajmniej mogło się wydawać widzom…
  Wystarczyło się jednak przysłuchać wierszom, by zauważyć, że w tym chaosie jest metoda. Wiersze poetów należących do dwóch różnych pokoleń, które oddziela kilkadziesiąt lat, „rozmawiały” ze sobą: poruszały podobne tematy, zadawały podobne pytania… jedynie odpowiedzi bywały różne i w różnych poetykach zawarte.
  Tak wyglądał WIECZÓR LITERATURY LOKALNEJ zorganizowany przez Stowarzyszenie Twórczego Rozwoju Umysłowych Ścieżek STRUŚ, pismo SZLABAN i Średzkie Towarzystwo Kulturalne, który odbył się 17 stycznia 2007 w Sali Złotej restauracji „Wiedeńska”.
  Podsumowaniem wieczoru były słowa i pochwały pod adresem poetów i aktorów przewodniczącej ŚTK Bożenny Urbańskiej i rozmowa z autorami i między autorami, która pomagała uporządkować opinie, myśli i wizje poetyckie. Niestety, do dyskusji nie mógł się włączyć nieobecny na Wieczorze Eryk Kurkowski.
  Dziękujemy za ciepłe komentarze, za wspólną organizację projektu i gromkie oklaski. Szczególnie dziękujemy publiczności, która wypełniła całą Salę Złotą. Oby następne spotkania były równie udane!





Za udostępnienie zdjęć dziękujemy Katarzynie Kicinskiej.
 
 
szlabanpismo
03 January 2007 @ 02:31 pm
  • Zapraszamy serdecznie 17 stycznia 2007 r. do Sali Złotej Restauracji "Wiedeńska", gdzie zrealizujemy kolejny z cyklu wieczorów literatury.
  • Połączyliśmy twórcze siły nie tylko ze STRUSiem (i Teatrem IT), ale ze Średzkim Towarzystwem Kulturalnym. Właśnie dzięki temu wieczór odbędzie się w nowym miejscu. Lokalizacja jest bardziej dostępna (nie trzeba się przedzierać przez błota, łatwiej znaleźć), mamy więc nadzieję, że uda się zebrać sporą publiczność.
  • A co mamy do zaoferowania?
  • Tym razem mniej wykładu.
  • Wieczór ma na celu głównie prezentację wierszy lokalnych twórców, dlatego zarysowywanie ich sylwetek ograniczymy do minimum, pozostawiając widzów z poetyckim słowem, jak zawsze wygłaszanym przez aktorów Teatru IT.
  • Przyznajemy się, że sporo nas w tym pierwszym ze spotkań dotyczących literatury lokalnej. Jak to na początku - zaczynamy od tego, co jest nam najłatwiej dostępne - czyli od własnej twórczości (Eryk Kurkowski, Krzysztof Wojciechowski, Tomasz Węcławiak). Dzięki współpracy ze Średzkim Towarzystwem Kulturalnym, możemy nasze wiersze zderzyć z poezją starszego pokolenia (Stanisława Piasecka, Jerzy Wiktor Jasiński).
  • Mamy nadzieję zrealizować w przyszłości następne WIECZORY LITERATURY LOKALNEJ, na których zaprezentujemy kolejne poetyckie pokolenia ze Środy i okolic i twórców, którzy nie są bezpośrednio związani ze SZLABANem. Przecież różnorodność w sztuce cieszy, a co za dużo (szlabanowców) to...
  • Wszystko zależy od frekwencji 17 stycznia... ZAPRASZAMY!